[www.uczucia.net] - Twój serwis miłosny

Imieniny: Jarosława, Konrada, Selmy Startuj Ulubione
 

       Menu
  Strona główna
  Aforyzmy
  Archiwum
  Artykuły
  Bannery

  Biorytm
  Ciekawostki
  Humor
  Konkurs
  Magia imion
  Nasz poradnik
  Opowiadania
  Podryw 100%
  Poezja
  Testy
  Wolny czas
  Współpraca
  Zodiak
 
       Zobacz

 
       Zapisz się


Nowości na twój email

 
      Powiadom


Powiadom znajomego

 
        Zobacz
 
      Stats

 
 

 

       W sieci miłoœci



Poznałem ją w nietypowy sposób. Byłem zapisany na jedną z list dyskusyjnych w ramach ICQ. Nudziłem się i szukałem kogoœ do pogadania, zacząłem więc przeglądać ludzi zapisanych na listę. Nie spodziewałem się tam żadnej kobiety, poza tymi które znałem ze związanego z tematem kanału IRCowego. Spotkała mnie miła niespodzianka. Ona była jedną z osób z górnej częœci listy. Info pokazało że jest kilka miesięcy starsza ode mnie. Cóż, spróbujemy. pierwszy kontakt, pierwsza wymiana zdań. Zaczęło być ciekawie, wyszło na to że mamy podobne upodobania muzyczne i nie tylko. To trwało jakiœ czas. Potem znikła nagle na 2 tygodnie. Nie miałem do niej ani numeru ani żadnego innego kontaktu. Pozostało mi czekać. Gdy pojawiła się z powrotem na sieci okazało się że złamała nogę. Tak więc nasza znajomoœć rozwijała się na sieci - nie dała się odwiedzić twierdząc że nie wygląda ciekawie z gipsem. Rozmowy stawały się coraz bardziej szczere i otwarte. Pod koniec stycznia zdjęli jej gips. Dwa tygodnie później, w Walentynki mieliœmy iœć na kolację. Nic z tego nie wyszło bo została do 22 w szpitalu na rehabilitacji i badaniach. Pierwszy raz spotkaliœmy się dwa dni później - umówiliœmy się do kina. Cudowny wieczór spędzony najpierw na rozmowie, potem na oglądaniu filmu. Czułem że między nami coœ zaiskrzyło. Dwa dni później poszliœmy znowu do kina na późny seans (skończył się około 1 w nocy), potem cała noc spędzona na rozmowach w knajpce. Wyszliœmy o 4 rano, kumpel którego œciągnąłem do pubu, odwiózł ją i mnie. Wtedy po raz pierwszy ją pocałowałem i  poczułem że to jest TO. Zaczęliœmy się spotykać coraz częœciej. Miała jedną, lekko denerwującą wadę: regularnie się spóźniała. Byliœmy nierozłączni. Godziny spędzone na rozmowach przez telefon, lub na sieci stały się normą. Niestety jej noga, nadal nie w pełni sprawna nie pozwalała spotykać nam się tak często jakbyœmy chcieli. Ja miałem szkołę i pracę. Ona regularnie chodziła na rehabilitację. Dwa tygodnie po tym, jak zobaczyliœmy się po raz pierwszy, poszliœmy na imprezę do mojego przyjaciela. Oboje się lekko wstawiliœmy, gdy znaleźliœmy się blisko siebie nie mogliœmy się od siebie oderwać. Niemal siłą wymusiłem na właœcicielu mieszkania "wyłącznoœć" na jeden pokój. Gdy znaleźliœmy się sam na sam, puœciły nam wszelkie hamulce. Mimo innych osób obecnych w pokoju nic nie było w stanie nam przeszkodzić. Jednak dopiero gdy impreza się uspokoiła i położyliœmy się, mogliœmy w pełni nacieszyć się sobą. Wtedy TO stało się w pełni. Kolejne dwa tygodnie przeżyliœmy w lekkim strachu. Nie zabezpieczyliœmy się. A wystarczyło sięgnąć do kieszeni spodni... Ale rzuciło to nam œwiatło na niektóre nasze poglądy. Ona wyszła z założenia że chce mieć dziecko, a czy kiedyœ czy teraz to nie ma znaczenia. Ja miałem inne zdanie. To była pierwsza poważna rysa. Lecz sytuacja między nami była dziwna: spędzaliœmy ze sobą bardzo dużo czasu, jednak mieliœmy tendencję do bardzo częstych kłótni. Jednak zawsze kończyły się zgodą. Często do sprzeczek dochodziło na tle źle sformułowanego przeze mnie zdania. Fakt, przyznaje się, w 99% przypadków miała rację. Ale ja po prostu czasem nie słucham tego o mówię i nie czytam tego co piszę. Nie domyœlam się jaką reakcję mogą wywołać moje słowa. Jedno moje zdanie nieomal zrujnowało naszą znajomoœć. Zwrot "stracony czas" nie jest chyba najodpowiedniejszym okreœleniem na wspólnie spędzony czas. Skończyło się na bukiecie róż na zgodę, bardzo szczerej rozmowie i bardzo przyjemnie i "aktywnie" spędzonym œrodowym popołudniu 3 dni później. Byłem zakochany. Chyba po raz pierwszy w życiu.
W międzyczasie pojawił się on - jej były. Wtedy nie wiedziałem kim dla niej jest. Pierwsze zetknięcie z nim nie było dla mnie przyjemne. Byliœmy razem w kinie, potem poszliœmy do pizzerii. Wyszło na to że umówiła się z nim aby zabrać jakieœ rzeczy od niego, i pojechać do pracy. Gdy wyszliœmy z restauracji, on już czekał w samochodzie. Gdy chciałem pocałować ją na pożegnanie usłyszałem: "Wiesz, możemy pożegnać się tak normalnie? Bo to nie jest taki zwykły kolega?" Poczułem się jakbym dostał w twarz. Mieliœmy porozmawiać wieczorem na sieci. Do momentu kiedy nie otrzymałem wyczerpującej odpowiedzi dręczyło mnie pytanie: kto to jest? Domyœlałem się że jest z nim emocjonalnie związana, w grę wchodziły dwie możliwoœci: albo jest to jej eks, albo obecny facet. Okazało się że jest to człowiek z którym była 2 lata, rozstała się z nim gdy zaczęła się spotykać ze mną. Albo na odwrót. Nigdy nie dowiem się prawdy, co było najpierw. Rozstanie czy ja? Od tego momentu zauważyłem że on pełni w jej życiu poczesne miejsce. Najpierw byłem ja, zaraz potem on. Spotykała się z nim równie często jak ze mną. Nie dawało mi to spokoju. Na moje pretensje odpowiadała "To tylko kolega". Ale i tak wiedziałem swoje. Pierwszą granicą był dzień gdy dowiedziałem się że spędziła u niego noc. Była kłótnia przez telefon, w której padły zdania "Co ty sobie wyobrażałeœ!?" i "Jak mogłeœ sobie coœ takiego pomyœleć?!". To mnie trochę uspokoiło. Tylko trochę. Nadal zbyt często pojawiał się w jej życiu abym był spokojny. Potem był wyjazd nad morze. 5 dni i nocy spędzonych razem. Potem się dowiedziałem że właœnie wtedy nastąpił początek końca. Od wyjazdu spotykaliœmy się jakoœ rzadziej, miała dla mnie coraz mniej czasu, coœ zaczęło się między nami psuć. Domyœlałem się że czuje się uwiązana. Dlatego nie oponowałem jak spotykała się ze znajomymi i z nim częœciej niż ze mną. Kiedyœ pilnowała mieszkania kogoœ znajomego kto wyjechał na kilka dni. Gdy zaproponowałem wspólną kolację, usłyszałem że to nie jej mieszkanie i głupio będzie wyglądało jak od niej rano wyjdę. Skończyło się na obiedzie po którym grzecznie pojechałem do domu. Wszystko zaczynało się powoli sypać, ale ja nadal miałem przesłonięty widok. Znajomi mówili mi że to nie jest normalne a ja wciąż się oszukiwałem że wszystko jest w porządku. Krach przyszedł z początkiem czerwca. Siedzieliœmy w parku, gdy powiedziała mi że będziemy spotykać tylko jako znajomi. Sam nie wiem czemu zrozumiałem to jakoœ inaczej. Powtórka tej sytuacji była dwa tygodnie później, gdy usłyszałem to samo. Wtedy jednak upewniła się że dobrze pojąłem sytuację. Wyjaœniła mi to co słyszałem kilka razy wczeœniej. Że ona z jednej strony szuka idealnego związku, ale nie chce nikogo zmieniać, bo uważa że tak nie wolno. A ja tym ideałem niestety nie jestem. Przez kilka kolejnych dni chodziłem jak œnięty. Mało co do mnie docierało. Starałem się jakoœ nauczyć żyć z tą sytuacją. Zacząłem z nią rozmawiać. Niestety przez kolejne dwa miesiące, niemal każda nasza rozmowa kończyła się karczemną kłótnią, udowadnianiem drugiej stronie że to też jej wina. Wina leżała po obu stronach. Ja nie byłem w stanie wyezgekwować pewnych rzeczy, ona to wykorzystywała. Miesiąc po naszym rozstaniu dowiedziałem się między innymi że pod koniec naszego związku spała z innym facetem. Nie doszedłem czy to był on.
Minęły 3 miesiące od naszego rozstania, sytuacja się w tej chwili ustabilizowała. Jesteœmy dobrymi znajomymi. Ona wróciła do niego. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to że ja nie jestem w stanie czuć ani do niej ani do niego nienawiœci. On jest całkiem miłym goœciem który również nie pokazuje że ma do mnie jakiœ uraz. Może przez to że z tego starcia wyszedł zwycięsko?. Pozostaje jedynie niesmak, że byłem tylko przerywnikiem w ich związku, kimœ kto wniósł powiew œwieżoœci. Dlaczego jednak musiało się to skończyć dla mnie tak boleœnie?   Była dla mnie kimœ nowym intrygującym, kimœ kto nie bał się mówić otwarcie o pewnych sprawach, kogo poznałem od wewnątrz na długo przed tym jak poznałem jej zewnętrzną powłokę. Teraz usiłuję sobie wmówić że ona nic dla mnie już nie znaczy, to co zrobiła przekreœliło wszystko. Ale mam wrażenie że okłamuję sam siebie. Wczoraj będąc u niej miałem bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony gdy przypomnę sobie jak się wszystko wczeœniej układało, to budzą się we mnie negatywne uczucia, ale z drugiej gdyby stanęła przede mną i powiedziała że tym razem się wszystko się ułoży to wiem że, zapamiętałbym się w niej bez reszty.
 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

       Polecamy


 
       Forum

Wkrótce

 
       Reklama


















 
       Zobacz


 

 

 
        Zobacz

 

 


 


        Reklama
 
 

 

Biorytm  Aforyzmy  Artykuły  Testy  Opowiadania  Humor  Zodiak  Poezja 
 
Magia imion  Ciekawostki  Archiwum  Sondy   Konkurs  
Wolny czas  Redakcja  Współpraca  Bannery 

Created by uczucia.net

Wszelkie prawa zastrzeżone