[www.uczucia.net] - Twój serwis miłosny

Imieniny: Konrada, Renaty, Witolda Startuj Ulubione
 

       Menu
  Strona główna
  Aforyzmy
  Archiwum
  Artykuły
  Bannery

  Biorytm
  Ciekawostki
  Humor
  Konkurs
  Magia imion
  Nasz poradnik
  Opowiadania
  Podryw 100%
  Poezja
  Testy
  Wolny czas
  Współpraca
  Zodiak
 
       Zobacz

 
       Zapisz się


Nowości na twój email

 
      Powiadom


Powiadom znajomego

 
        Zobacz
 
      Stats

 
 

 

       Moja historia i złamany klucz



Moja historia zaczyna się banalnie.... jego zdrada i moja rozpacz. Bliskie spotkanie ze œwiętym Piotrem i powolny mozolny powrót do œwiata żywych Człowiek, którego poœlubiłam oszukał mnie i robił to z całą pewnoœcią przez ostatnie pięć lat naszego wspólnego bycia razem. Był miłoœcią mojego życia i kochałam go przez całe ćwierć wieku. Z trudem wracałam do rzeczywistoœci i do uroków dnia codziennego. W tym samym czasie opuszczały mnie powoli, lecz nie ubłaganie moje ukochane już dorosłe dzieci.
Praca była lekarstwem na całe zło tego œwiata i ukojeniem. Zagrzebana w stosy papierzysk spostrzegłam, że chwilami udaje mi się zapomnieć o bólu w moim sercu i wizerunku tak bardzo bliskiego mi człowieka. Szkoda, że miłoœć nie przemija tak jak ból brzucha albo katar i dlaczego tak bardzo boli? Jak człowiek jest w stanie to znieœć? Boli dusza a to chyba najgorsze z cierpień, jakie dano nam wytrzymać. Jest pełnia lata, upał i mocno œwieci słońce a mnie nie chce się żyć. Najgorsze są powroty do pustego domu wstydzę się pracowników, bo najchętniej nie wychodziłabym z pokoju i nie wracała do domu. Otwieram drzwi i mam nadzieję, że on czeka chce mnie widzieć, chce rozmawiać, przeprasza...ale nic takiego się nie zdarza jestem sama i bardzo samotna. Komputer i internet to jest to co zaczyna mnie wciągać i najważniejsze że pomaga, pomaga zapomnieć jestem przez jakiœ czas w innym œwiecie tam jest dobrze i mam z kim rozmawiać. Mam poczucie, że jestem chciana, lubiana, podobam się a jednoczeœnie mogę się wygadać jak bardzo jestem nieszczęœliwa i jak bardzo brak mi Stefana. Unikam rozmów na temat spotkań, mówię, że nie jestem jeszcze gotowa jak ktoœ zbyt mocno nalega przestaję do niego pisać i znajomoœć się kończy. Nawiązuję nowe korespondencyjne znajomoœci i historia cały czas się powtarza. Najgorsze są noce nie mogę spać czuję jego zapach, on jest wszędzie obecny we œnie jest ze mną i najczęœciej się kłócimy a potem kocha mnie i całuje, uspakaja, że już będzie dobrze i już mnie nie skrzywdzi nigdy. Budzę się mokra od potu i przez moment bardzo szczęœliwa, bo jeszcze czuję jego pocałunki, œwiadomoœć, że to tylko sen jest straszna, przerażająca i ten potworny ból nie do zniesienia tak bardzo chcę umrzeć nie chcę żeby tak bolało. Idę do koœcioła spowiadam się proszę Pana Boga i Księdza o pomoc, już tak nie mogę i nie chcę żyć. Ksiądz to tylko człowiek rozumie mnie tłumaczy i nie daje pokuty, mówi, że więcej pokuty nie zniosę. Jest już wrzesień, powoli lato się kończy, łykam tabletki chodzę regularnie do psychologa i to troszkę pomaga, schudłam to jest jedyna pozytywna strona tego, co się ze mną dzieje, jestem płaczliwa i byle powód jest dobry, aby ryczeć w poduszkę. Śpię lepiej, ale to za sprawą œrodków uspakajających i niekończących się rozmów z psychologiem. Na zewnątrz nie daję poznać po sobie, co tak naprawdę mnie gryzie, udaję twardziela i robię dobrą minę do bardzo złej gry. Jak długo jeszcze wytrzymam załamanie to tylko kwestia czasu. Spotykam się ze sprawcą mojego cierpienia, nie możemy się dogadać, mnie zależy na porozumieniu jemu widocznie nie. Nic na siłę, zniżam się do poziomu mojej rywalki, dzwonię do niej i proszę, aby to ona dała mi szansę i na razie usunęła się w cień i pozwoliła mi działać, aby on mógł wybrać. Boże, jaka jestem szczęœliwa, spędzam z nim kilka nocy, kochamy się mocno, żarliwie i tak do końca bez zahamowań. Rozmawiamy dużo rozmawiamy i to do niczego nie prowadzi, powoli do mnie dociera prawda okrutna, którą znałam wczeœniej i nie chciałam się do tego przyznać on mnie nigdy nie kochał a nawet, jeœli to było to bardzo dawno. Nie chcę litoœci jestem na to zbyt dymna chyba mi rozum odjęło! On prosi jeszcze o zwlokę mówi, że ja jestem silna a ona nie i sobie coœ zrobi......Boże, jaka ja byłam głupia, po co mi to było rozdrapałam swoje rany jeszcze bardziej i głębiej. Nie, nie dam się zniszczyć takiemu czemuœ to nie człowiek to potwór nic w naturze nie ginie on za to kiedyœ zapłaci. Zakładam sprawę o rozwód, zaczynam inaczej myœleć, choć kocham go nadal, ale już moje szare komórki pracują, nie chcę być z nim za wszelką cenę, bo nie oto mi chodzi nie to jest moim celem. Myœlę, że trzeba zakończyć jak najszybciej ten etap mojego, naszego życia i spróbować istnieć na własny rachunek, zamknąć ten rozdział i dopisać dobre zakończenie. Doprowadzam rozwód do końca, rezygnuję dobrowolnie z dochodzenia jego winy i rezygnuję, z jakich kolwiek roszczeń w stosunku do niego. Jest piękna jesień i czuję, że zaczynam być wolna, choć serce nadal bardzo krwawi to jest mi troszkę lżej na duszy. Smutek i ogromny żal mnie nie opuszcza a rozum podpowiada nie rezygnuj doprowadź tę sprawę do końca to jest dobra droga i nią krocz do przodu. Internet i cały ogrom listów daje mi ukojenie i spokój zaczyna do mnie powolutku powracać nadzieja na lepsze jutro. Wiem, że będzie mi lepiej bez tego człowieka i jego zmiennych humorów. Potrzebuję tylko czasu i jeszcze raz dużo czasu a serce samo mi wskaże drogę. Mały promyk nadziei ma na imię Paweł jest poetą i prozaikiem, mówi do mnie wierszem i całuje moje dłonie. Pomaga przetrwać trudne rozwodowe chwile jest z zawodu adwokatem jego rady są dla mnie bardzo pomocne. Powoli nabieram dystansu moje emocje wyciszają się i robię się spokojniejsza, ale serce nie daje się oszukać dalej mocno tęskni za człowiekiem, który tak mnie skrzywdził. Wiem, że Paweł to nie to, czego, kogo szukam. Jest dobrym przyjacielem, ale nie będzie nigdy moim kochankiem. Jesteœmy bardzo różni, Paweł jest młodszy o de mnie prawie siedem lat, ale nie to jest powodem, że do niego nic nie czuję. To może dziwne, ale ta różnica nawet znaczna nie przeszkadza mi. Wiem, że mnie lubi, może nawet więcej niż lubi, ale nie oto mi chodzi ja chcę czegoœ więcej, pragnę zapomnieć, uciszyć swoje serce i uleczyć duszę. Nie wolno mi go skrzywdzić, dał mi dużo, pomógł i to bardzo, na swój sposób wykorzystałam go w tym trudnym dla mnie czasie. Nie daję mu nadziei, mówię, wprost, że nie o niego mi chodzi, przepraszam jest mi przykro,odchodzę. Jestem już silniejsza o nowe doœwiadczenie, nabieram pewnoœci siebie i o to przecież chodziło. Wiem, na co mnie stać i o co mi chodzi. Tadeusz zjawia się w odpowiednim dla mnie momencie. Jest Polakiem na stałe mieszkającym w Szwecji. Piszemy do siebie dużo i często, dzwoni późnym wieczorem jest miły i bardzo chce się spotkać. Los tak jakby czuwał na de mną i jakaœ niewidzialna siła pilnuje mnie, bo choć kupiłam już bilet do Świnoujœcia nasze spotkanie nie dochodzi do skutku. Tego samego dnia dostaję późnym wieczorem zawiadomienie o terminie długo oczekiwanego szpitala rehabilitacyjnego i już nie ma mowy, o jakim kolwiek wyjeździe. Dalej piszemy do siebie bardzo dużo i powoli wyłania się charakter Tadeusza jest bardzo zazdrosny, muszę się tłumaczyć z każdej chwili mojego życia. Dlaczego na to pozwalam, nie wiem? Może przypomina mi Stefana? Tak na pewno coœ w tym jest z dawnego mojego życia i to mnie tak pociąga i cieszy mimo wszystko a do tego ten cały romans jest taki bezpieczny i daleki. Na dworze duży mróz, hałdy œniegu a w mieszkaniu ciepło i bezpiecznie, co wieczór czeka na mnie stos listów i stęskniony ktoœ, kto pisze tak dużo i tak romantycznie o tęsknocie i kochaniu. Już jest luty i moja ostatnia sprawa rozwodowa zbliża się wielkimi krokami, ale nie jestem sama i to jest najważniejsze. Dusza boli coraz mniej, każdy dzień przynosi coœ nowego ze sobą, mam wrażenie, że się pogodziłam ze swoją sytuacją i że tak już będzie zawsze, ale to na razie wystarcza mi w zupełnoœci. Jestem zadowolona ze swojego nowego życia i ze swojej œwieżo zdobytej wolnoœci. Mój były mąż jest pokonany swoją bronią i to skutecznie, już nawet jego widok nie boli tak bardzo. W sądzie na sprawie rozwodowej po raz kolejny udowadnia mi, że postępuję słusznie i kroczę odpowiednią drogą. Jest taki malutki i przy tym zachowuje się œmiesznie i nawet żałoœnie. Patrzę na niego z boku i dziwię się, że to jest człowiek, którego tak bardzo kochałam, za co i dlaczego? Chwilami budzi we mnie dziwne uczucia jest to mieszanina litoœci i obrzydzenia, odrobina czułoœci i żalu, tęsknoty, a jednoczeœnie zastanawiam się czy człowiek może się tak bardzo zmienić? Czy to jest możliwe? Czy był taki zawsze a jedynie ja widziałam w nim kogoœ zupełnie innego? Bardzo trudno jest przekreœlić ćwierć wieku życia z człowiekiem, którego się kochało, dlatego nie zamierzam tego robić, ale chcę zachować to, co było dobre dla mnie i dla moich dzieci. Wiem i nadal tego nie rozumiem, ale już się nie zastanawiam i nie staram zrozumieć, co dzieje się w mojej duszy, za co kocham tego człowieka? To już na szczęœcie nie ma dla mnie znaczenia. Czuję jak mocno nabieram powietrza w płuca i jak cudownie jest móc oddychać pełną piersią tak aż do końca bez zahamowań i bólu. Jestem wolna i to jest dla mnie najważniejsze a powoli cała reszta się ułoży. W moim małym œwiecie jest mnóstwo do zrobienia i do uporządkowania. Przez szereg lat żyłam jak w letargu, byłam uœpiona, moje zmysły nie czuły pełni życia i tego wszystkiego, co niesie w podarunku dla nas œwiat. Moja codziennoœć była szara i monotonna, moje życie ograniczało się do powrotów i wychodzenia z domu. Moja codziennoœć była całkowicie podporządkowana temu człowiekowi i toczyła się pod jego dyktando. Nie skarżę się, bo wtedy mi to odpowiadało, myœlałam, że tak właœnie trzeba było postępować. Nie znaczy to wcale, że moje życie przed rozwodem było złe, ono było inne, bo taka była moja rzeczywistoœć. To paradoks, ale jestem wdzięczna temu od Gradkowskiej ( tak ma na nazwisko jego ostatnia kochanka), że zwrócił mi wolnoœć. Może to nie było zamierzone, ale się dokonało chciał tego czy nie to dzięki niemu moje życie dzieli się na przed i po rozwodzie. W dalszych kontaktach listownych z Tadeuszem coœ mnie niepokoiło i miałam takie wrażenie, że się zmuszam pisząc do niego i robię coœ w brew samej siebie. On ma rodzinę w Warszawie i wybierał się tu na œwięta wielkanocne a ja powiedziałam, że wyjeżdżam w tym czasie na Mazury z siostrą, bo tak rzeczywiœcie było. Tego samego dnia jak odmówiłam spotkania napisała do mnie ze Szwecji jego kochanka z wielką awanturą, że ja jej go odebrałam....i to był dla mnie szok bo w swej naiwnoœci prawie byłam gotowa uwierzyć w jego deklaracje o uczciwoœci i że jest taki samotny. Dałam się nabrać koncertowo, ale czuwał na de mną mój dobry anioł stróż i wiem, że nie pozwoli mnie nikomu skrzywdzić. Myœlę, że los mi troszkę dopomógł, bo w tym czasie pisałam z wieloma osobami obojga płci. Czasami sporadycznie dawałam się namówić na spotykanie z Pawłem i przekonana jeszcze raz, że to nie to wracałam do swojej rzeczywistoœci komputerowej. Tam był mój œwiat i właœnie tam czułam się najlepiej i najbezpieczniej. Poznawałam coraz więcej ciekawych i różnych osób, nie czekałam aż ktoœ do mnie napisze. Sama przeglądałam ogłoszenia i pisałam do wybranych ludzi, bo na przykład zaciekawiła mnie treœć anonsu lub jakiœ inny szczegół zwrócił moją uwagę. A czasami był to zwykły impuls albo głos mojego wnętrza. Wiosna tego roku była mokra i chłodna, co nie sprzyjało wychodzeniu na spacery. Dużymi krokami zbliżało się bardzo znaczące œwięto, œwięto mojej szkoły okrągła rocznica 50-lecia. Pracy miałam coraz więcej a ze względu na mój czas wolny i œwieżo zdobytą wolnoœć mój zapał był ogromny. Z dnia na dzień moje chęci do życia i zdobywania dnia codziennego rosły. Pisałam bardzo dużo listów a w zamian przychodziło jeszcze więcej, były ciekawe i zawsze coœ wnosiły do mojej szarej rzeczywistoœci. Po doœwiadczeniach z Tadeuszem nie szukałam miłoœci, ale przyjaźni. Spotkałam na swojej internetowej drodze wielu bardzo mądrych i ciekawych ludzi, ludzi, którzy dzień po dniu uczyli mnie jak nie być œlepym i jak czuć i smakować wszystko to, co nas otacza. Opowiadali mi swoje historie i dawali rady namawiali, pouczali jak brać z życia to, co ono nam daje w prezencie, co dnia. Jak czerpać radoœć z tego co przynosi samo życie. Byłam jak okaleczone zwierze....... już ma zaleczone rany, ale oswaja się bardzo powoli. Stworzenie, które krok po kroku uczy się zaufania.Mój dzień zaczynał się bardzo wczeœnie a kończył przed północą albo i po później. Stefana brakowało mi coraz mniej i co raz rzadziej występował w moich marzeniach sennych. Kochałam go nadal, ale była to miłoœć bardziej odczuwana duszą niż sercem i ciałem. Wracał do mnie w snach daleki i nieosiągalny a mnie to już nie bolało i nie pragnęłam z nim być a w zamian bardzo chciałam żyć. Otwierały się prze de mną nowe możliwoœci i czułam, że mogę jeszcze wiele dokonać i dużo przeżyć. Od jednego z panów dostałam piękną czerwoną internetową różę. Zaczęłam bliżej się przyglądać temu komuœ do dziœ nie rozumiem, dlaczego akurat jemu? W tym czasie dostawałam całe mnóstwo wirtualnych kwiatów. Ale najbardziej zapamiętałam tę czerwoną różę. Pisząc jeszcze z Tadeuszem pomyliłam się (nie rozumiem, w jaki sposób do tego doszło) i list przeznaczony dla tego od róży wysłałam Tadeuszowi. Były to początki naszej korespondencji a wtedy nasze listy były bardzo grzeczne. Szwed nie miał się, za co gniewać przecież uprzedzałam go, że piszę z wieloma osobami. A jednak się złoœcił, ale wtedy miałam to w nosie. Ważny był ten od róży i choć nie chciałam się do tego przyznać coœ działo się ze mną cudownego. Nagle z dnia na dzień ubyło mi lat moje oczy nabrały blasku a twarz rumieńców. Była piękna i cieplutka wiosna wszystko wokół kwitło na czele ze mną. Czułam jak roœnie trawa, jak nabrzmiewają pąki drzew i jak wypełniają się zielenią. Moje ciało budziło się za sprawą tego od róży, moje zmysły wracały do równowagi czułam zapach wiosny i aromat czerwonej róży. Pisałam do niego tak cytuję „
Witaj Piotrze, jestem pod wrażeniem podobasz mi się coraz bardziej i zaciekawiasz mnie ogromnie. Jesteœ nietuzinkowy i tak jak przypuszczałam czuję się przy Tobie bardzo swobodnie i bezpiecznie. Po rozmowie z Tobą przydałaby mi się cała wanna lodu, bo samo obłożenie nie wiele by dało. Do tej pory mam wypieki na policzkach i dopiero teraz przypominam truskawkę.

Opowiadanie nadesłane przez Maluszka.

 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

       Polecamy


 
       Forum

Wkrótce

 
       Reklama


















 
       Zobacz


 

 

 
        Zobacz

 

 


 


        Reklama
 
 

 

Biorytm  Aforyzmy  Artykuły  Testy  Opowiadania  Humor  Zodiak  Poezja 
 
Magia imion  Ciekawostki  Archiwum  Sondy   Konkurs  
Wolny czas  Redakcja  Współpraca  Bannery 

Created by uczucia.net

Wszelkie prawa zastrzeżone