|
|
|
|
R
E
K
L
A
M A
|
|
|
|
| Historia
praw(ie)dziwa |
|
Sylwester. Minął jak każda dwunasta
godzina w nocy. Z tą małą różnicą, że ta owa
godzina miała być wyjątkowa, niezapomniana i początkiem
nowego rozdziału w moim życiu. A w rzeczywistości
okazała się wielką pomyłką, bolesną lekcją i
kolejnym doświadczeniem. Tak czy inaczej był sylwester
nowego wieku. W mediach nie mówili o niczym innym przez
ostatni miesiąc. Mnóstwo porad w wyborze stroju,
makijażu czy fryzury. Podawali nawet informacje o
wolnych jeszcze miejscach w restauracjach. Całe
zamieszanie było gorsze niż przed gwiazdką. Nerwowe
przygotowania, tłok w sklepach i na ulicy. Ja oczywiście
nie byłam gorsza. Cała impreza była już od sierpnia
zaplanowana, kiecka wisiała w szafie, a wizyta u
kosmetyczki zaklepana. Tak....Zapowiadała się wspaniała
noc, dużo tańców i szaleństwa z bąbelkami. Z Jędrkiem
spotkałam się na miejscu, gdyż biedaczek miał tego
dnia próbę w teatrze i nie chciał zatrzymywać mnie w
przygotowaniach. Sala była dość duża, ślicznie
udekorowana dywanem balonów pod sufitem. Paliły się
tylko kolorowe świeczki na stołach, co tworzyło aurę
romantyzmu i tajemniczości. Zabawa, jak to zabawa
przebiegała dość spokojnie, choć na parkiecie każdy
odsłaniał swoje prawdziwe oblicze. Niestety po kilku
godzinach mój Jędruś leżał prawie nieprzytomny pod
stołem i tym samym popsuł moją zaplanowaną
niespodziankę.
Jako, że jestem niezależną i wyzwoloną kobietą,
postanowiłam oświadczyć się Jędrkowi, wyznać mu
swoją miłość, obdarzyć bezgranicznym zaufaniem, mieć
z nim gromadkę słodkich dzieci i dożyć starości u
jego boku. Wybrałam najodpowiedniejszy moment.
Kiedy
wszyscy wyliczali wybijanie zegara, ja w romantycznie
przygotowanym pokoju chciałam dokonać oświadczyn. On
miał się zgodzić i razem przywitalibyśmy nowy rok,
nowe stulecie, nasze nowe życie. Ale nie. Zmęczenie i
alkohol zrobiły swoje. Zniknął gdzieś i pomyślałam,
że zapewne jest w łazience i walczy z zawartością żołądka.
Owszem był w łazience i walczył, jednak nie z
dolegliwościami, a z suwakiem w sukience Madzi. Stałam
w progu i patrzyłam. Myśli i uczucia zmieniały się
jak pory roku. Jak nigdy zabrakło mi słów na opisanie
tej komicznej, a zarazem dramatycznej sytuacji. Chciałam
jakichkolwiek wyjaśnień, jakiegoś sensownego i rozsądnego
wytłumaczenia. Byłam wściekła na Jędrka, że nie
umie zapanować nad sobą. Byłam
rozgoryczona, że moja przyjaciółka tak sprytnie
potrafiła wykorzystać sytuacje i brać jak najwięcej
dla siebie. Ale najbardziej czułam rozpalone policzki i
słone łzy oraz wzrok innych ludzi. Zamknęłam tylko
drzwi i wróciłam do stolika. Siedziałam
tak i myślałam. Szok, jakiego doznałam był...ciężki
i nieoczekiwany. Trawiłam w głowie tę dziwną sytuację
jeszcze raz i znowu i tak w kółko. Nie mogłam
zrozumieć, dlaczego? Dlaczego mój chłopak i moja
przyjaciółka? A przede wszystkim, dlaczego Ja? Godzina
dwunasta dawno już minęła, szczęśliwi ludzie z
radosnymi i pełnymi nadziei życzeniami zostali gdzieś
daleko. Nawet pokaz sztucznych ogni nie wzbudził
jakiegokolwiek zainteresowania z mojej strony. Jechałam
do domu pogrążona w najczarniejszych myślach o zemście
na osobie niedoszłego aktorzyny. Obiecywał
góry złota, sławę i dostatek. Każdego dnia wyznawał
miłość przez romantyczne kolacje, czerwone róże,
czułe słówka i gorące noce. Planowaliśmy wspólne
życie, dzieci, podróże. Jechałam
i rozmyślałam. Nad tym, co się wydarzyło, nad dwoma
ostatnimi latami i nad swoją beznadziejną sytuacją.
Co ja teraz mam zrobić? Nie umiałam
być sama, zawsze ktoś był koło mnie, czy rodzice,
czy znajomi czy to chłopak. A teraz wydało mi się to
takie odległe, takie puste. Nagle poczułam się sama w
wielkim świecie, bezbronna i krucha. Nie
pamiętam ile łez wylałam, ile pytań zrodziło się w
mojej głowie i ile zakończeń tego związku już
zaplanowałam.
Ze
względu na dużą objętość opowiadania nie mogliśmy
zamieścić go w całości na łamach serwisu. Aby pobrać
opowiadanie w postaci .doc (160 KB) kliknij tutaj.
Opowiadanie nadesłane
przez naszą czytelniczkę Mary
|
|
|
| |
|
|
|