[www.uczucia.net] - Twój serwis miłosny

   

 
 Imieniny: Grzegorza, Justyny, Józefiny  Wyślij kwiaty sms-em Startuj Ulubione
 

       Menu
  Strona gwna
  Aforyzmy
  Archiwum
  Artykuy
  Bannery

  Biorytm
  Ciekawostki
  Downloads
  E-BOOKI
  E-kartki 
  Felietony
  Horoskop 
  Humor
  Konkurs
  Linki
  Magia imion
  Miosne losy
  Nasz poradnik
  Opowiadania
  Podryw 100%
  Poezja
  Randka
  Redakcja
  Sms-y
  Strefa Gsm
  Testy
  Walentynki
  Wolny czas
 
Wsp praca
  Zapytaj speca
  Zodiak
 
       Sonda

 
       Zapisz si


Nowoci na tw j email

 
      Powiadom


Powiadom znajomego

 
        Zobacz

Sprawd쎛휟 czy do siebie pasujecie!

 
      Stats

projektowanie stron dla firm i prywatnych przedsiębiorców.
Bezpłatne przetargi publiczne.
tylko mnie kochaj i nie potrzeba mi nic więcej.
Dobra i sprawdzona nawigacja mio.
Sprawne zarządzanie logistyczne jest niezwykle ważne.

 
 

 

R        E        K        L        A        M        A

         Wszystko dobre co się dobrze kończy



Już niezbyt dokładnie sobie przypominam, co takiego myślałam, gdy szłam z tacą z lekami do sali, w której leżał unieruchomiony na wyciągu najpiękniejszy aktor świata. Koleżanki uprzedzały mnie, że jest kapryśny i ma wszystkim wszystko za złe, toteż pewnie dlatego na moim obliczu nie odmalował się cielęcy zachwyt i profesjonalna stanowczość, jaka broni mnie przed pacjentami, którzy za swoje niezbywalne prawo uważają wchodzenie nam, pielęgniarkom, na głowę. Lubię swój zawód i traktuję go śmiertelnie poważnie. Możecie myśleć co chcecie, ale wybrałam go świadomie, w przypływie realizmu. No bo o byciu aktorką tylko sobie skrycie marzyłam i nikomu, ale to nikomu nie przyznałabym się do tego. Przecież nawet wtedy, gdy szłam do studia niby na wielki casting, a tak naprawdę po to, by zostać statystką...powiedziałam dziewczynom, że chcę tylko zarobić na wakacje. Ale na pewno takiego wejścia do sali chorych nie planowałam. Poślizgnąć się w progu? Nie, tego w najkoszmarniejszych snach nie przewidziałam. I pewnie dlatego łapiąc równowagę skierowałam się do moich znanych już pacjentów - starszego pana, który zawsze witał mnie jakbym była udzielną księżną i licealisty po wypadku, któremu pisywałam listy do ukochanej, bo nie tylko miał obie ręce w gipsie, ale i niewielką wiedzę o kobietach. Odkąd to ja zaczęłam podczas nocnych dyżurów tworzyć jego listy, to ta jego ukochana odkryła w sobie gwałtowny przypływ uczuć, zaś mój pacjent odżył i nabrał rumieńców. Cóż, skoro przedtem musiała czytać wynurzenia na temat wyższości Legii nad Wisłą lub odwrotnie, wcale się nie dziwię, że nie paliła się do dalszych duchowych zbliżeń.Co innego teraz, gdy przelewałam na papier swoje niespełnione marzenia... Co więcej, tydzień temu odwiedziła go i przesiedziała przy jego łóżku godzinę dłużej niż pozwalał na to regulamin! Udałam, że tego nie widzę, ryzykując przykre uwagi od siostry przełożonej. Mówiąc szczerze, ta jego ukochana wyglądała niespecjalnie, jak na mój gust, ale chłopak wpatrywał się w nią jakby była ósmym cudem świata. Żeby tak ktoś wpatrywał się we mnie... No więc po tym, jak obsłużyłam moich ulubionych pacjentów, podeszłam do trzeciego łóżka - tego na którym leżał ON i - jakbym go w ogóle nie rozpoznała - podałam mu leki, wodę i poprawiłam poduszki.Nachylając się nad nim poczułam taką falę gorąca, że prędko wyprostowałam się i rzuciłam cierpko, że na tym oddziale nie wolno trzymać w pokoju kwiatów, nawet tak pięknych jak ten ślubny bukiet...Sama nie wiem co mnie napadło, by palnąć o tym ślubie.
Wyjaśniam, że na stoliku niebezpiecznie chwiał się w mało stabilnym słoiku bukiet białych orchidei. Zobaczyłam, że pacjent na moje słowa aż wzdrygnął się. "Błagam, niechże Pani mnie od nich uwolni, są dla Pani, te i wszystkie następne!...". To był JEGO głos, tylko jakiś taki cichy. "I o jedno jeszcze Panią proszę. Jeśli się tylko uda, proszę nie wpuszczać do mnie żadnych gości, zwłaszcza kobiet. Niech Pani coś nakłamie, że lekarz zabronił, albo że trwa obchód, dobrze?".
Kiedy pojawiłam się w dyżurce z tym pękiem egzotycznych kwiatów, jakie do tej pory widywałam tylko za szybą kwiaciarni, dziewczyny zaniemówiły. Usiłowały ze mnie wyciągnąć jakieś szczegóły, ale ja naprawdę nic nie miałam do opowiedzenia. No i sama byłam niemniej od nich zdziwiona!
Następnego dnia mój cenny pacjent spał prawie cały czas, więc nietrudno mi było spełnić jego prośbę. Odprawiłam z kwitkiem dwie efektowne młode kobiety, jedną rano, drugą po południu.
Brunetka przyniosła pąsowe róże, a blondynka gałązkę mimozy. Już rozmarzyłam się planując w jakim wazonie będą najładniej wyglądać, gdy usłyszałam od oddziałowej, że mój pacjent-aktor ma gorączkę i że poprosił właśnie, bym to ja pełniła przy nim nocny dyżur. Zapłaci i jeszcze doda premię, jeśli zgodzę się na jego warunki. Czyż mogłam odmówić? No i tak zaczęła się najpiękniejsza przygoda mego życia. Już tej pierwszej nocy, przy słabym światełku nocnej lampki, opowiedział mi, że ten upadek to dla niego istne zrządzenie losu. Dobrego losu. Do zagrania roli fordansera zmusił go agent, wbrew jego woli i prawie podstępem. A tymczasem za miesiąc zaczyna próby w teatrze i to w wymarzonej roli. Wiąże się to z wyjazdem z Warszawy i bliskie mu osoby - domyślałam się co za jedne! - wywierają na niego presję, by zrezygnował z tego teatru! Ale grając w tym bzdurnym filmie nie mógłby skupić się na Szekspirze, a tak w scenach balu zastąpi go dubler, zaś on, nie niepokojony przez nikogo, spokojnie w szpitalu przemyśli rolę i opanuje tekst... I właśnie tu, poza bronieniem go przed niepożądanymi gośćmi, widzi moją rolę. Jest słuchowcem i najlepiej zapamiętuje tekst,który ktoś mu parokrotnie czyta. Nocą jest cicho, a sąsiedzi z sali chętnie przystali na ten pomysł. Młodszy sypia kamiennym snem, a starszy pan cierpi na bezsenność i cieszy się na słuchowisko. To oni zresztą wychwalali mnie pod niebiosa i zasugerowali, by właśnie mnie poprosił o dyżury, a nie żadną inną pielęgniarkę. Co drugą noc siadywałam na krzesełku obok niego i czytałam dramat, scenę po scenie. Nie, to nie był "Romeo i Julia", ale zapewniam, że "Wszystko dobre co się dobrze kończy" to też znakomity tekst. A gdy noga szczęśliwie się zrosła, Konrad umiał tekst na blachę, a jego interpretacja roli króla bez moich kobiecych sugestii byłaby, jak twierdził, nie tak subtelna! Próby idą podobno świetnie. Obiecał mi przysłać zaproszenie na premierę. Cieszę się z tego bardzo, ale chyba będę zmuszona poprosić go jeszcze o drugie. Zaczęłam niedawno spotykać się z
jednym bardzo przystojnym lekarzem z naszego szpitala, takim o jakim przedtem mogłam tylko marzyć. W czasie paru dyżurów, jakie miał w te same noce co i ja, słyszał jak czytałam Konradowi jego aktorskie kwestie i jak z nim o nich rozmawiałam. I któregoś dnia, rumieniąc się lekko, zapytał, czy nie poszłabym z nim na kawę.

A czemuż by nie? W końcu wszystko dobre co się dobrze kończy...

Opowiadanie nadesłane przez Basię.

 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

       Loveinfo

Miłosne infoserwisy...miłoœć

 

       Reklama

Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!

 

        Koszulki

 
        Polecamy


Pełna oferta

 




        Reklama