[www.uczucia.net] - TwĂłj serwis miłosny

Imieniny: Hanny, Klementyny, Łukasza Startuj Ulubione
 

       Menu
  Strona główna
  Aforyzmy
  Archiwum
  Artykuły
  Bannery

  Biorytm
  Ciekawostki
  Humor
  Konkurs
  Magia imion
  Nasz poradnik
  Opowiadania
  Podryw 100%
  Poezja
  Testy
  Wolny czas
  Współpraca
  Zodiak
 
       Zobacz

 
       Zapisz się


Nowości na twój email

 
      Powiadom


Powiadom znajomego

 
        Zobacz
 
      Stats

 
 

 

         Wszystko dobre co się dobrze kończy



Już niezbyt dokładnie sobie przypominam, co takiego myœlałam, gdy szłam z tacą z lekami do sali, w której leżał unieruchomiony na wyciągu najpiękniejszy aktor œwiata. Koleżanki uprzedzały mnie, że jest kapryœny i ma wszystkim wszystko za złe, toteż pewnie dlatego na moim obliczu nie odmalował się cielęcy zachwyt i profesjonalna stanowczoœć, jaka broni mnie przed pacjentami, którzy za swoje niezbywalne prawo uważają wchodzenie nam, pielęgniarkom, na głowę. Lubię swój zawód i traktuję go œmiertelnie poważnie. Możecie myœleć co chcecie, ale wybrałam go œwiadomie, w przypływie realizmu. No bo o byciu aktorką tylko sobie skrycie marzyłam i nikomu, ale to nikomu nie przyznałabym się do tego. Przecież nawet wtedy, gdy szłam do studia niby na wielki casting, a tak naprawdę po to, by zostać statystką...powiedziałam dziewczynom, że chcę tylko zarobić na wakacje. Ale na pewno takiego wejœcia do sali chorych nie planowałam. Poœlizgnąć się w progu? Nie, tego w najkoszmarniejszych snach nie przewidziałam. I pewnie dlatego łapiąc równowagę skierowałam się do moich znanych już pacjentów - starszego pana, który zawsze witał mnie jakbym była udzielną księżną i licealisty po wypadku, któremu pisywałam listy do ukochanej, bo nie tylko miał obie ręce w gipsie, ale i niewielką wiedzę o kobietach. Odkąd to ja zaczęłam podczas nocnych dyżurów tworzyć jego listy, to ta jego ukochana odkryła w sobie gwałtowny przypływ uczuć, zaœ mój pacjent odżył i nabrał rumieńców. Cóż, skoro przedtem musiała czytać wynurzenia na temat wyższoœci Legii nad Wisłą lub odwrotnie, wcale się nie dziwię, że nie paliła się do dalszych duchowych zbliżeń.Co innego teraz, gdy przelewałam na papier swoje niespełnione marzenia... Co więcej, tydzień temu odwiedziła go i przesiedziała przy jego łóżku godzinę dłużej niż pozwalał na to regulamin! Udałam, że tego nie widzę, ryzykując przykre uwagi od siostry przełożonej. Mówiąc szczerze, ta jego ukochana wyglądała niespecjalnie, jak na mój gust, ale chłopak wpatrywał się w nią jakby była ósmym cudem œwiata. Żeby tak ktoœ wpatrywał się we mnie... No więc po tym, jak obsłużyłam moich ulubionych pacjentów, podeszłam do trzeciego łóżka - tego na którym leżał ON i - jakbym go w ogóle nie rozpoznała - podałam mu leki, wodę i poprawiłam poduszki.Nachylając się nad nim poczułam taką falę gorąca, że prędko wyprostowałam się i rzuciłam cierpko, że na tym oddziale nie wolno trzymać w pokoju kwiatów, nawet tak pięknych jak ten œlubny bukiet...Sama nie wiem co mnie napadło, by palnąć o tym œlubie. Wyjaœniam, że na stoliku niebezpiecznie chwiał się w mało stabilnym słoiku bukiet białych orchidei. Zobaczyłam, że pacjent na moje słowa aż wzdrygnął się. "Błagam, niechże Pani mnie od nich uwolni, są dla Pani, te i wszystkie następne!...". To był JEGO głos, tylko jakiœ taki cichy. "I o jedno jeszcze Panią proszę. Jeœli się tylko uda, proszę nie wpuszczać do mnie żadnych goœci, zwłaszcza kobiet. Niech Pani coœ nakłamie, że lekarz zabronił, albo że trwa obchód, dobrze?".
Kiedy pojawiłam się w dyżurce z tym pękiem egzotycznych kwiatów, jakie do tej pory widywałam tylko za szybą kwiaciarni, dziewczyny zaniemówiły. Usiłowały ze mnie wyciągnąć jakieœ szczegóły, ale ja naprawdę nic nie miałam do opowiedzenia. No i sama byłam niemniej od nich zdziwiona!
Następnego dnia mój cenny pacjent spał prawie cały czas, więc nietrudno mi było spełnić jego proœbę. Odprawiłam z kwitkiem dwie efektowne młode kobiety, jedną rano, drugą po południu.
Brunetka przyniosła pąsowe róże, a blondynka gałązkę mimozy. Już rozmarzyłam się planując w jakim wazonie będą najładniej wyglądać, gdy usłyszałam od oddziałowej, że mój pacjent-aktor ma gorączkę i że poprosił właœnie, bym to ja pełniła przy nim nocny dyżur. Zapłaci i jeszcze doda premię, jeœli zgodzę się na jego warunki. Czyż mogłam odmówić? No i tak zaczęła się najpiękniejsza przygoda mego życia. Już tej pierwszej nocy, przy słabym œwiatełku nocnej lampki, opowiedział mi, że ten upadek to dla niego istne zrządzenie losu. Dobrego losu. Do zagrania roli fordansera zmusił go agent, wbrew jego woli i prawie podstępem. A tymczasem za miesiąc zaczyna próby w teatrze i to w wymarzonej roli. Wiąże się to z wyjazdem z Warszawy i bliskie mu osoby - domyœlałam się co za jedne! - wywierają na niego presję, by zrezygnował z tego teatru! Ale grając w tym bzdurnym filmie nie mógłby skupić się na Szekspirze, a tak w scenach balu zastąpi go dubler, zaœ on, nie niepokojony przez nikogo, spokojnie w szpitalu przemyœli rolę i opanuje tekst... I właœnie tu, poza bronieniem go przed niepożądanymi goœćmi, widzi moją rolę. Jest słuchowcem i najlepiej zapamiętuje tekst,który ktoœ mu parokrotnie czyta. Nocą jest cicho, a sąsiedzi z sali chętnie przystali na ten pomysł. Młodszy sypia kamiennym snem, a starszy pan cierpi na bezsennoœć i cieszy się na słuchowisko. To oni zresztą wychwalali mnie pod niebiosa i zasugerowali, by właœnie mnie poprosił o dyżury, a nie żadną inną pielęgniarkę. Co drugą noc siadywałam na krzesełku obok niego i czytałam dramat, scenę po scenie. Nie, to nie był "Romeo i Julia", ale zapewniam, że "Wszystko dobre co się dobrze kończy" to też znakomity tekst. A gdy noga szczęœliwie się zrosła, Konrad umiał tekst na blachę, a jego interpretacja roli króla bez moich kobiecych sugestii byłaby, jak twierdził, nie tak subtelna! Próby idą podobno œwietnie. Obiecał mi przysłać zaproszenie na premierę. Cieszę się z tego bardzo, ale chyba będę zmuszona poprosić go jeszcze o drugie. Zaczęłam niedawno spotykać się z
jednym bardzo przystojnym lekarzem z naszego szpitala, takim o jakim przedtem mogłam tylko marzyć. W czasie paru dyżurów, jakie miał w te same noce co i ja, słyszał jak czytałam Konradowi jego aktorskie kwestie i jak z nim o nich rozmawiałam. I któregoœ dnia, rumieniąc się lekko, zapytał, czy nie poszłabym z nim na kawę.

A czemuż by nie? W końcu wszystko dobre co się dobrze kończy...

Opowiadanie nadesłane przez Basię.

 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

       Polecamy


 
       Forum

WkrĂłtce

 
       Reklama


















 
       Zobacz


 

 

 
        Zobacz

 

 


 


        Reklama
 
 

 

Biorytm  Aforyzmy  Artykuły  Testy  Opowiadania  Humor  Zodiak  Poezja 
 
Magia imion  Ciekawostki  Archiwum  Sondy   Konkurs  
Wolny czas  Redakcja  Współpraca  Bannery 

Created by uczucia.net

Wszelkie prawa zastrzeĹźone