|
Odcinek
drugi i z całą pewnością nie ostatni
Oberwało mi się trochę za poprzedni tekst. Ania miała co prawda pewne wątpliwości czy to o niej, natomiast Krzysiek połapał się od razu. Najbardziej oburzony był o „cielęce oczy”. Walił w pierś i zaprzeczał. No dobrze, niech mu tam.
Rozmarzony wzrok. Lepiej?
Wyjaśnić należy, że pomiędzy nimi teoretycznie rzecz biorąc nie ma żadnej historii. Zmiana ich stosunków polega na tym, że zamiast słyszeć się raz na tydzień czy dwa (Ania wyjechała służbowo na miesiąc, wiec nie mogą się spotykać), piszą do siebie bądź dzwonią codziennie. No i jeszcze jedno - wszystko zaczęło się od tego, że ON, spacerując z nią po ulicy jak gdyby nigdy nic chwycił ja za rękę(!). Ania później opowiadała mi ze była totalnie zaskoczona. Spacerowali razem ulicą nie raz, ale bez żadnych czułości. Później ON pewnie, aby zmącić pokój duszy powiedział jej kilka niezwykle miłych i jeszcze bardziej zaskakujących rzeczy i te właśnie jego słowa sprawiły, że obudziło się w niej „cos”.
Wcześniej ona myślała o Krzychu jako o kumplu tylko i wyłącznie. (słowo harcerza).
Już po iluś kolacjach, przedstawieniu jej swojej rodzinie (nie całej rzecz jasna) „On” zaczął sobie dokazywać pisząc do niej per „ Ty głupolu piłkarski”, no i jak byli razem na zakupach mówił do niej „Matka” a przecież trzeba być w pewnym stopniu jakby to określić....spoufalonym, by tak powiedzieć! Wygląda to tak, że on zachowuje się jak kumpel, mówi jak kumplel, dzwoni jak kumpel a nagle wyskakuje z jakimś zdaniem, że ojej.
Najczęściej jednak On mówi do niej tak, by jak najmniej powiedzieć. Wiec ona, biedna, nie ma innego wyjścia jak tylko interpretować jego słowa i szukać wszelkich znaków na niebie i na ziemi by cokolwiek z tej enigmy zrozumieć. A w tym, jak każda blondynka, jest mistrzynią. A ja? Jeżeli do tej pory nie zwariowałam to już pewnie nie zwariuje. Historia, której nie ma, będąc fazie szczegółowej analizy spędza mi sen z powiek. Sms’y i telefony Ani również.
Dzisiaj, godzina 10.
- Słuchaj – powiedziała. Ja sobie to wszystko przemyślałam i wiesz, to jest jakiś znak.
- Jaki znak?
- No zobacz. On – jest z tego samego rocznika, co mój kuzyn, Jarek i w dodatku jego brat, brak Krzyska nie Jarka, mieszka w Poznaniu, jak Jarek.
Moja odpowiedz : możesz mi to powtórzyć?
Telefon po godzinie : - wiesz, nie , pomyliłam się , on jest rok starszy od mojego kuzyna, ale rok to żadna różnica, prawda?
Ratunku!
Najprostszym rozwiązaniem byłoby doprowadzić do rozmowy (z Krzychem nie ze mną), ale tego Ania boi się jak ognia. Mówi, że może okazać się że sobie to wszystko wymyśliła, źle zrozumiała, że on tylko odrobiny czułości potrzebował albo coś jeszcze gorszego a tak, to chociaż sobie marzy i „interpretuje znaki”.
Moim zdaniem Ania tak naprawdę boi się odkryć, że wszystko doskonale zrozumiała. Bo chociaż jej serce bije dla niego, i chociaż ona zawsze podziwiała go i patrzyła jak w obrazek (wydaje się niemożliwe, ale parę zalet to on naprawdę ma !) życie z nim to jedno wielkie OJEJEJEJEJ!
A to, nawet Ania - blondynka doskonale wie. Czyli- konkludując- tym razem, jeżeli wdepnie to zupełnie świadomie.
Wiadomość z ostatniej chwili ( ostatni telefon Ani):
On – śniłaś mi się
Ania – Och! Naprawde?! A co?
On – no....że cię pocałowałem
Ania (rozmarzona) – Aaahhh
On – i zamieniłaś się w żabę!
Jakoś udało mi się ją przekonać, że to dobry znak!
Marianna Dembińska
|
|