|
Miłe złego początki, a koniec jeszcze milszy (mam nadzieję!)
Od czego by tu zacząć, żeby było od początku i logicznie...?
Wiem ! Od „...Mam taką koleżankę...”.
Wiec mam koleżankę, Anię. Świetna dziewczyna, zabawna, miła i do tego blondynka. Co jakiś czas dzwoni do mnie po porady „kardiologiczne” (czytaj: sercowe), choc ja w tych sprawach autorytetem nie jestem.. Pewnie dlatego właśnie dzwoni. Ostatni raz wczoraj. Z poważnym pytaniem, na które trudno mi było odpowiedzieć, bo szczera odpowiedz boli a ona nic złego mi nie zrobiła, wiec niech rozwija skrzydla a jak bedzie trzeba to ja kiedys bede „zbierac”. Po raz kolejny.
Pytanie brzmiało: „ Czy twoim, (czyli moimJ ) zdaniem jak przyjaźń przekształca się w coś więcej to zawsze z tego muszą być jakieś problemy?
No i taka prosta sprawa zapędziła mnie w kozi róg. Szybko zaczęłam się zastanowiac, o kim może mówić. Bo świadomość, o kogo chodzi mogłaby mi pomóc. Odrzuciłam kilku wspólnych znajomych, bo jako kandydatów na „coś więcej” jakoś w nich nie widziałam. Cóż odpowiedzieć? Jasne, że tak. Jeżeli związek się rozpadnie albo gorzej jeszcze, w ogóle „nie wypali” to trudno wrócić do stanu poprzedniego, ale jak koleżanka pyta o to wzdychając do telefonu, a dwie godziny później w kawiarni odpala sobie papierosa z drugiej strony no to nic tylko zaprzeczać! W imię rozwijającego się „czegoś”.
Kandydatem okazał się mężczyzna, którego jako pierwszego wrzuciłam na listę „To nie może być on”. Ach, ta regularnie zawodząca mnie kobieca intuicja!
„ON” jest życiowym szczęściarzem z przypadku i kobieciarzem z wyboru.Taki typ.Wiesz dokładnie, iż spotkanie z nim to początek problemów, ale łudzisz się że to ty będziesz „TĄ” kobietą. Wiec ona jest na etapie łudzenia się.
Łączy ich wiele. On uważa, że kobiety są stworzone do siedzenia w domu, ona dokładnie to samo myśli o mężczyznach ( mieli ladnych pare wiekow by pokazać, co potrafią...no i pakazali....), on słucha Myslovitz i Stinga, ona Ramazzotti i piosenek z Grease. On „nie zwraca uwagi na wygląd”, ale każdej koleżance wytyka przybrany kilogram, i doradza odchudzenie ud, ona na wygląd zwraca dużą uwagę, ale to, że on jak nie znajdzie pary skarpetek zakłada dwie rożne ( nawet w rożnych kolorach!) wcale jej nie przeszkadza. On myśli o swojej karierze, ona też, ale ma się rozumieć o własnej. Konflikt interesów gwarantowany. Jak się „zejdą i rozejdą” to będzie niezły cyrk – szczególnie dla nas, wspólnych znajomych, jednak zawsze jest jakaś nadzieja. On na pytanie „ Czy będziesz o mnie myślał” podobno się uśmiechnął. Podobnie zareagował na pytanie „czy będziesz za mną tęsknił” a to już przecież coś znaczy, prawda? A poważnie mówiąc, on przedstawił ją swej rodzinie i nawet objął przy swym ojcu. A to, w przypadku czterdziestoparolatka „ po przejściach” to już naprawdę o czymś swiadczy. Myślę, że swiadczy. Mam nadzieje, że świadczy. Mając już te „niezbite dowody” uspakajałam ją, że na pewno będzie dobrze i że nawet gdyby im coś nie wyszło – a wyjdzie na pewno(!) to katastrofy z tym związanej na horyzoncie nie widzę. Czy malutkie kłamstewko w dobrej wierze jest czymś złym?
Dzisiaj widziałam ich razem. Niby niewiele ich łączy, ale ten „cielęcy wzrok”, on zdradza nawet najtwardszego mężczyznę. Oj wpadłeś chłopie! Po uszy wpadłeś!
Serdeczności życzę!
Ps 1. Informacja dla Ani : To nie było o Tobie.
Ps 2. Informacja dla Krzyśka : Zbieżność imion przypadkowa.
Marianna Dembińska
|
|